Jesień/Zima 2011/2012

czwartek, 05 stycznia 2012

Strasznie rozleniwiona weszłam w ten nowy rok, a okoliczności przyrody za oknem wcale mi nie ułatwiają poprawy. Stąd pierwszy wpis w 2012 roku dopiero dziś. Zastanawiałam się, od czego zacząć i nie mogło być inaczej - musiałam wziąć pod lupę kolejną, wciąż zimową kolekcję (wiosenne kolekcje zaczną się na "Wybiegu..." pojawiać w okolicach marca chyba, że będzie poważny powód ku ustępstwu) Mamy okres wyprzedaży i warto wychodzić na łowy mając z tyłu głowy jakąś konkretną inspirację z wybiegów, zamiast zdawać się na spontaniczną kreatywność. Z licznych propozycji zgromadzonych w katalogu "Kolekcje - zima 2012" wybrałam tą, która sprawiła, że zapragnęłam białych kozaczków! Co więcej, koniecznie z frędzlami! Dajecie wiarę? Isabel Marant, do szpiku kości francuska, co sezon tworzy kolekcje przesiąknięte po brzegi i lamówkę stylem amerykańskim, a że Ameryka jest ogromna i niejednorodna, każdego sezonu dostajemy coś innego. Tym razem kolekcję zainspirowali Indianie Navajo (Nawahowie), ale jeśli spodziewacie się charakterystycznych wzorów i kolorów, tym razem mocno się przeliczycie. Bo indiańska inspiracja jest tu subtelna i drugoplanowa. Zachwyci tych, którzy mają już dość pióropuszy, narzutek i innych bezpośrednich zaczerpnięć. Owszem, one mają swój urok i sama od czasu do czasu mam ochotę na przemianę w squaw, ale projektanci i sieciówki tyle razy sięgali do indiańskich inspiracji, że można mieć przesyt.
piątek, 30 grudnia 2011

Jestem przekonana, że moje Czytelniczki mają już obmyślone, w czym wystąpią na sylwestrowych imprezach. Gdybyście jednak szukały inspiracji do wyjątkowego makijażu na ostatni dzień w roku, polecam YouTube i zdjęcia z pokazów couture. Jak wiadomo, w couture nie ma granic. Przepych i rozmach rządzą, wszystkiego jest więcej, wszystko jest bardziej. Na sylwestra to idealny kierunek poszukiwań, choć trzeba uważać, by nie osiągnąć efektu drag-queen. Makijaż zaprezentowany podczas pokazu domu mody Dior zachwycił mnie chyba najbardziej, choć jego kunszt doceniłam dopiero na zbliżeniach. Autorką "księżycowego pejzażu" na powiece jest Pat McGrath. Trzeba jednak nie lada umiejętności, by odtworzyć podobny na powiece.
środa, 14 grudnia 2011

"Karuzela, karuzela z nazwiskami..." wciąż się kręci. A chodzi wciąż o to samo, o schedę po Galliano u Diora. Na liście potencjalnych kandydatów byli już chyba wszyscy liczący się projektanci młodego pokolenia i kiedy wydawało się, że to jednak Marc Jacobs usiądzie na Diorowym tronie, coś się tam popsuło, rozmowy zakończono i powoli stawało się jasne, że Jacobs jednak pozostanie przy Vuitton. I dobrze. W sprawie Diora znów zrobiło się cicho, aż nagle wczoraj, niczym królik z kapelusza wskoczyło na usta wszystkich nazwisko Simons, Raf Simons. Twórczość Simonsa od kilku sezonów jest mi pod każdym względem bliższa niż Jacobsa, stąd siarczyście zaklnęłam (patrzcie, podkreśla mi, więc nawet nie ma takiego słowa...) na samą myśl, że mógłby pozostawić Jil Sander i pójść w kompletnie innym kierunku, do Diora. Czemu to kompletnie inny kierunek? Jil Sander to jedna z tych marek, którą jak już trzeba koniecznie sklasyfikować, to jednak do minimalistów, a o Diorze i Galliano można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że to minimaliści.
niedziela, 27 listopada 2011

Czy da się w jednej kolekcji połączyć wschodnią kulturę, sztukę, słowiańską duszę i rosyjski liryzm z zachodnią dyscypliną i wyrafinowaniem couture? Podczas gdy polscy projektanci z małymi wyjątkami próbują nas przekonać, że to nie możliwe, a jeśli jakimś cudem możliwe, to nieatrakcyjne dla wymagającego klienta nieatrakcyjne, Olga Vilshenko udowadnia, że nie mają racji.Co więcej, zakorzenioną w rosyjskim folklorze linią ubrań można zdobyć takie klientki jak pełną bohemy nieziemską Florence Welch. Nie mówię, że chciałabym mieć całą kolekcję wzorzystych maksi sukienek, ale jedną na pewno. I nie wiem tylko, czy zwracać się z tą prośbą do św. Mikołaja, czy w tym przypadku bardziej wypadałoby do Dziadka Mroza.
niedziela, 13 listopada 2011

Marka Missoni przyzwyczaiła nas do tego, że nawet jej letnie kolekcje można nosić zimą, więc te stricte zimowe są do szpiku kości miękkie i ciepłe. Nie ma też wątpliwości, że Missoni jest kobietą, skoro za ostateczny kształt jej asortymentu odpowiadają Angela, Margherita i Teresa Missoni. Tym razem znaczący wpływ na kolekcję miała najmłodsza czyli Teresa. Stąd zamysł, by zima w krainie Missoni była bajecznie słodka i ciepło pastelowa. By nie przesłodzić, pomiędzy płachty delikatnej dzianiny naszej księżniczki wpleciono klimat grunge i modny, nie tylko za sprawą sióstr Olsen, styl miejskiej nomady. Nie ubrałabym się tak od stóp do głów, ale już pojedyncze elementy - grube długie swetry, maxi-sukienki, lejące się spódnice czy spodnie o męskim kroju - owszem, bardzo chętnie. Jednak zamiast kozaków we wzór skóry węża zamieniłabym na parę solidnych Martensów. Trzeba docenić ubrania oversize, które nawet w większej ilości nie czynią z nas sylwetek plus size. Kilka ciepłych warstw ubrań, które wciąż wyglądają kobieco to coś, czego nam trzeba nawet, gdy gama kolorystyczna jest nieco nużąca i w większej ilości może powodować nudności. Na szczęście, dla równowagi wpleciono w kolekcję nieco męskich krojów - przede wszystkim spodnie, szorty czy kurtki. Podsumowując, nie jest to do końca moja bajka, ale w niektórych jej wątkach mogłabym się odnaleźć.
niedziela, 06 listopada 2011
Nie zakochałam się w tej kolekcji od razu... Potrzebowałam czasu, by dostrzec jej subtelność, momentami nieśmiałą niewinność i zrozumieć, jak dużo tej jesiennej kobiety Rodarte tkwi głęboko we mnie. Inspiracje sióstr Mulleavy zawsze są do kości amerykańskie, ale przede wszystkim filmowe., bo tak jak Grażyna Torbicka, kochają kino Tym razem mamy troszkę „Domku na prerii”, „Czarnoksieżnika z krainy Oz”, ale przede wszystkim „Days of HeavenTerrence’a Malicka. Nikt nie ma wątpliwości, że jesienno-zimową kolekcję Rodarte zainspirowały… pola pszenicy, czyli jeden z bardziej romantycznych widoków, jaki można zobaczyć. Do tego, nie trzeba wyjeżdżać w góry czy nad morze - wystarczy najbliższa wieś, zachód słońca latem i „Fields of gold” Stinga, które późną jesienią zamieniam na jeszcze bardziej refleksyjną wersję Evy Cassidy. Dosłownie, pola pszenicy pojawiają się tylko na brzegu wieczorowych sukien - kiedy modelki szły w nich po wybiegu, można było mieć wrażenia, że zwiewne nimfy spacerują wśród poruszanych delikatnym wiatrem pól.
sobota, 05 listopada 2011

Mechanizm tej obsesji jest niezwykle prosty: Cokolwiek założą na siebie siostry Middleton, owo "coś" staje się momentalnie hitem, wręcz "trendem". Natychmiast rozpoznawana jest marka, a jej sprzedaż (jak i sieciówkowych odpowiedników) gwałtownie wzrasta. Obsesja na punkcie stylu Pippy i Kate jest dla mnie niezrozumiała, bo ten, choć poprawny i fotogeniczny, jest mało inspirujący czy pobudzający wyobraźnię do własnych eksperymentów. Jednak tym razem pozwoliłam dać się porwać i skoro w ostatnim czasie obie siostry zdecydowały się na płaszcz w odcieniu czerwieni (ok., temu Pippy bliżej do pomarańczy ), a na wybiegach - jak każdej jesieni - czerwieni po wierzchu nie brakuje, postanowiłam pokazać Wam, jak wiele różności możemy znaleźć na wieszakach podpisanych "czerwony płaszcz" (Nie pierwszy to raz - klik)... A jeśli chodzi o inspirujące mnie modowo Brytyjki, wciąż prym wiodą Alexa Chung i (coś ostatnio w każdym poście o niej wspominam) Florence Welch. Dużo sobie obiecuję też po młodziutkiej uczestniczce brytyjskiego "X Factora" Janet Devlin.
 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do Kary

Google

Reklama:

FPFWP