Różne

piątek, 21 grudnia 2012
21 grudnia nastał, a więc zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, zamykam bloga. Jak wiele zapomnianych już blogerek i blogerów mogłabym to zrobić bez słowa, ale ponieważ udało mi się w ciągu niespełna 5 lat zdobyć kilkanaście (a może więcej, tylko się nie ujawniają) czytelniczek, zasługujecie na to, by wiedzieć. Zasługujecie na kilka słów, a przede wszystkim podziękowanie za to, że jesteście.

Nie będzie przemów i pompatycznych haseł. Zresztą, zainteresowanie zamknięciem było tak znikome, że orędziem do blogosfery naraziłabym się tylko na śmieszność niczym kobitka na wigilii w Radomiu. Pojawiły się pytania, dlaczego zamykam, więc winna jestem odpowiedź. Kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z blogiem, coś sobie założyłam. Nie chciałam być po prostu kolejną blogerką o modzie, choć wtedy nie było takich blogów wiele, jak dziś, a redaktorzy i stylistki patrzyli na piszących (jak i na szafiarki) z przekąsem. Punktem odniesienia był dla mnie wtedy przede wszystkim blog "O modzie subiektywnie". Chciałam być jak Harel. Chciałam, by mój blog się liczył, był istotnym, interesującym źródłem informacji i opinii. Nie udało się. W świecie mody pies z kulawą modą, ale w najmodniejszym sweterku, o "Wybiegu Kary" nie słyszał. I nie jest to wina pokręconego świata mody, czy czytelników, tylko autorki, a więc moja. Być może robię coś źle, może czegoś nie potrafię, za mało wiem, a może moje spojrzenie na świat mody i ubrania jest wtórne i najzwyczajniej banalne. Wiem, że być może nie zrozumiecie tego argumentu, uznacie go za przejaw megalomanii. Pamiętacie scenę z "Przyjaciół", gdy Monika i Chandler wybierają się w podróż poślubną, a para przed nimi otrzymuje lot w pierwszej klasie i apartament nowożeńców w hotelu. Gdy Bingowie wypominają to zakochanym,  tamci odstępują im apartament mówiąc, że im jest to niepotrzebne. Wystarcza im, że mają siebie. Bingowie jednak apartamentu potrzebują. Jestem jak Monica i Chandler właśnie, ale nie chcę, by ktoś odstąpił mi apartament. Chcę na niego zasłużyć. Tymczasem jestem jak Lowell, któremu Phoebe chce wcisnąć toner.

Mimo braku "apartamentu", to był naprawdę świetny czas, choć swojego stylu wciąż poszukuję. Udało mi się poznać drogą mailową kilka fajnych osób, wzięłam udział w kilku ciekawych przedsięwzięciach, z wyjazdem na Fashion Week do Łodzi włącznie. Są też wspomnienia niefajne, jak współpraca z Reserved, ale nie ma sensu rozpamiętywać. Wydaje mi się, że wiem coś o blogowaniu i gdybym miała w rodzinie kogoś w rządzie albo przynajmniej cyfrówkę (patrzcie, że nie wpadłam by poprosić jakąś firmę o podarowanie aparatu dla mojego blogaska :-D), ten blog mógłby okazać się olbrzymim sukcesem, a Vogue poważnie rozważałby polską edycję i nie muszę mówić, kto byłby poważnym kandydatem na stanowisko naczelnej;-) Tak się nie stało. Nie udało się. Bardzo Was za to przepraszam.

Zamknięcie bloga oznacza, że nie powstanie już żaden nowy tekst. To, co do tej pory opublikowałam, zostaje, o ile blox czegoś nie przekombinuje.

Jeszcze raz dziękuje Wam za to, że byliście, komentowaliście, lajkowaliście na Facebooku.

Gasimy światła. Zamykamy.

...
piątek, 14 grudnia 2012
Koniec roku niejednego blogera skłania do przeglądu statystyk i refleksji. Kiedy spojrzałam na liczniki odwiedzin i odsłon trudno mi było pozbyć się smutku i pretensji do siebie. Kiedy jednak zerknęłam na zestawienie najpopularniejszych wpisów w 2012, oniemiałam. W dziesiątce najpopularniejszych tekstów na "Wybiegu Kary" w 2012 roku tylko trzy pochodzą z 2012 roku.
wtorek, 13 listopada 2012

Beauty 2012 favourites

Ponieważ wpis z ulubieńcami poprzedniego roku spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem (wiem, że mocno na wyrost, ale co tam...) i był swego czasu dość popularny "Wybiegu..."(mam też nadzieję, że pomocny), także i w tym roku postanowiłam wyłowić dla Was perełki. Uzbierało się ich trochę, więc poświęcę im dwa wpisy - osobno kosmetyki kolorowe, osobno pielęgnacja. Kolorówkę publikuję już teraz, byście miały szanse wypróbowania jej jeszcze przed końcem świata/roku (niepotrzebne skreślić i zorganizować na tą okoliczność imprezę).
piątek, 26 października 2012


Kiedy pierwszy raz usłyszałam o Zalando, nie wiedzieć czemu ubzdurałam sobie, że to kolejny katalog typu BonPrix czy Halens. Nie mam nic przeciwko modzie z katalogu, w końcu wychowałam się na kultowych Quelle, jednak to specyficzny styl, trochę inny od tego, co znajdujemy w sieciówkach, a ponieważ ja w katalogach nic dla siebie nie znajduję, dałam sobie spokój ze zgłębianiem tematu. Na szczęście, o Zalando robiło się coraz głośniej i pojawiła się okazja reklamy, więc postanowiłam przejrzeć wirtualne wieszaki, by zorientować się, czy warto. Oczy mi się otworzyły i to szeroko, bo okazało się, że Zalando to żadna tam sztampowa katalogówka, ale multibrand z naprawdę znanymi markami takimi, jak American Apparel, Blink, Bronx, Cacharel, Cheap Monday, Converse, Esprit, French Connection, Vero Moda, Vila i wiele, wiele innych. Można tam znaleźć ubrania i dodatki w różnych przedziałach cenowych - od porównywalnych z sieciówkami po naprawdę luksusowe. Oprócz tego kosmetyki i akcesoria do domu. Ponieważ zaglądam tam co kilka dni i zawsze coś wpada mi w oko, pozwolę sobie raz na miesiąc proponować Wam moich ulubieńców, taką "wish-listę", ale nic na siłę...
piątek, 31 sierpnia 2012

Jezus na fresku w Sanktuarium Miłosierdzia w hiszpańskiej Borji wisiał sobie od lat niczym nie niepokojony. Wiedzieli o nim tylko lokalni mieszkańcy i tylko oni byli świadkami, jak z dnia na dzień niszczał i niknął. Aż pewna staruszka, dokładnie Cecilia Gimenez, pewna swoich konserwatorskich umiejętności, postanowiła XIX- wieczny fresk autorstwa Elíasa García Martíneza odrestaurować. Efekt zadziwił cały świat. Zaczęły się pielgrzymki, sława, flesze, wpisy w internecie. Jezus z Borji zdobył taką sławę, o jakiej miliony Jezusów z obrazów, rzeźb i fresków w miejscowościach i kapliczkach na całym świecie mogą tylko pomarzyć. Nowa, przedziwna twarz Jezusa z Borji to od kilkunastu dni najsłynniejsza "FaceBóg" na świecie.


Źródło: Interia
piątek, 29 czerwca 2012


Nie mam stałej pracy, ale nie jestem bezrobotna.

- to wniosek z dzisiejszego dnia i wybaczcie mi Moi Drodzy, że dziś nie o modzie, ale postanowiłam użyć najlepszego co mam, aby pracę zdobyć, a tym najlepszym jest mój blog. Jeśli więc zaglądacie tu w poszukiwaniu modowych inspiracji, nie czytajcie dalej - chyba, że jesteście potencjalnym pracodawcą:-)
piątek, 06 stycznia 2012

Jakiś czas temu opublikowałam na Facebooku zdjęcia moich ulubionych kosmetyków kolorowych w 2011 roku i zapytałam, czy chcecie na ten temat notkę na blogu. Nie będę Was okłamywać, pospolitego ruszenia nie było, ale nie pojawiły się też głosy, żebym dała sobie spokój, więc podzielę się z Wami moimi "zabawkami" tym bardziej, że to kosmetyki tanie i wciąż dostępne w drogeriach. Oczywiście, mój aparat jest jaki jest i nie wszystkie kolory są odwzorowane 1:1. Mam nadzieję, że notka będzie pomocna, może odkryjecie coś nowego. Pamiętajcie jednak, że mimo przekroczenia trzydziestki daleko mi do makijażowego guru. Co więcej, wciąż jestem na etapie początkującym, ale do rzeczy:
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Tagi

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do Kary

Google

Reklama:

FPFWP