wtorek, 29 maja 2012

Jeszcze nie zaczęło się lato, a sieciówki już kuszą jesiennymi kolekcjami. Na propozycje Reserved czekam za każdym razem szczególnie, ale wcale nie dlatego, że to moja ulubiona sieciówka. Po prostu jedna z nielicznych sieciówek, jakie mam w Inowrocławiu - o H&M, Bershce, New Yorkerze czy Zarze mogę sobie pomarzyć, albo wydać 20zł na jazdę do Bydgoszczy i z powrotem. Z tego powodu, gdy tylko Fashionitka wrzuciła na Facebooka album z jesiennymi packshotami, musiałam go pilnie przestudiować. I co? Wow! - to moja pierwsza reakcja. Druga była dosyć podobna - to na pewno Reserved? Przyzwyczaiłam się już do typowych dla tej sieciówki krojów koszul, spódniczek, etc., a tu kompletne zaskoczenie. Wszystko jakby bardziej wysmakowane, dojrzałe - może ma to związek z planowaną nową marką LPP skierowaną do młodych dziewcząt? Wtedy Reserved zmieniłby swój target na nieco... bardziej kobiecy. Wiadomo, że zdjęcia to nie to samo co ubranie w garści, ale już na packshotach widać różnicę między tym, co było, a co ma być... Już czuję, że przynajmniej kilka elementów tej kolekcji padnie moim łupem.
poniedziałek, 28 maja 2012

Rzadko ostatnimi czasy sięgam na blogu do mody polskiej. Zapuściłam "Wybieg..." pod tym kątem, ale po prostu z trudem przychodzi mi pisanie o ubraniach, w których nie chciałabym chodzić. To mało profesjonalne, ale nie umiem nic na to poradzić. Wybaczcie... Mało jest na naszym rodzimym rynku kolekcji, które chciałabym nosić - zaraz, teraz, już. "Odtwórczość, zbyt widoczne inspiracje a nawet wzajemne kopiowanie (być może nieświadome, ale nadal istniejące) stały się w Polsce codziennością. Projektanci nie mają już żadnego poczucia misji i nie czują się na siłach, żeby tworzyć trendy albo ciekawie reinterpretować te, które obecnie są “na topie”. Powielanie z rocznym opóźnieniem zachodnich wybiegów tak naprawdę nie ma wiele wspólnego z modą. A przynajmniej z jej esencją, czyli kreowaniem rzeczywistości."* - to gorzki, choć moim zdaniem prawdziwy wniosek na temat polskiej mody. Na szczęście, wciąż są projektanci opierający się tej tendencji, którym się chce, a w dodatku wyceniających swoje ubrania na takim poziomie, że przeciętna obywatelka tego kraju może sobie od czasu do czasu na taki kaprys pozwolić. I o takich pisać będę. W związku z tym dziś kolekcja Magdy Hasiak.
niedziela, 27 maja 2012

Ta sesja miała pojawić się na blogu trochę później, ponieważ jestem w trakcie pisania dla Was tekstu o wakacyjnych okładkach Vogue, a jak wiadomo edycja francuska postawiła na pewną część ciała brazylijskiej supermodelki. Jednak ilekroć patrzę na te zdjęcia, humor poprawia mi się jak po przynajmniej dwóch kostkach gorzkiej czekolady, a temperatura za oknem zdaje się podnosić o kilka stopni. Chciałabym podzielić się z Wami tym efektem, więc tekst poczeka. Okres wakacyjny obfituje w edytoriale, w których królują modelki w kostiumach kąpielowych na tle wszelakich zbiorników wody morskiej. Najczęściej modelki mają nieziemskie ciała o nieludzkich proporcjach, które w dodatku śmiało wyginają na przekór budowie szkieletu i prawom grawitacji. Ich opalenizna dorównuje modelce z letniej kampanii H&M, a skóra pozbawiona porów świeci się, jak psu... Dużo w tym seksu, mało wakacyjnej beztroski i spontaniczności. Od kilku sezonów takie niestety są standardy, mam tylko wrażenie, że nogi modelek z roku na rok coraz dłuższe. Na szczęście, zdarzają się perełki, jak choćby ta sesja z kostiumami retro, albo zdjęcia, które Wam w niniejszym wpisie prezentuję... Gisele Bündchen podobno jest w stanie sprzedać wszystko - mnie właśnie sprzedała parę kilogramów optymizmu. Czego i Wam życzę:-)
poniedziałek, 21 maja 2012

Maxi sun - my outfit 21.05.2012
Maxi sukienką z metką Topshopu upolowaną za 25 zł chwaliłam się Wam już na Facebooku.  Dziś moja zdobycz miała swoją "próbną jazdę", czyli po ludzku mówiąc - wyszłam w niej na miasto. Co do niej dobrałam, macie mniej więcej przedstawione na załączonym obrazku. No i po tym rajdzie w temperaturze bliskiej 30 stopni mogę powiedzieć, że jestem w pełni usatysfakcjonowana ze swojego zakupu. Co więcej, przeszłam się po sklepach, żeby zorientować się w maxi propozycjach z pierwszej ręki no i cóż... Ceny od 60zł w górę, a materiał wcale nie zawsze przewiewny i miły w dotyku. I co ja mogę Wam więcej powiedzieć? Zaglądajcie do lumpeksów, bo czasami czekają tam na Was prawdziwe skarby - dla jednych skarbem będzie unikatowy vintage, dla innych rzecz sprzed 1-2 sezonu, która sprawia wrażenie nienoszonej. Tak czy inaczej, polecam tour de wieszaki;-)

sobota, 19 maja 2012

"Moda to dla mnie printy, dużo printów, aż do przesady. Zmiksowane z innymi printami" - przyznała w miesięczniku In Style Monika Brodka. Nie dziwne więc, że inspiracji dla siebie wokalistka szuka przede wszystkim podczas londyńskich tygodni mody, bo tam, jak nigdzie indziej - projektanci wzorowo szaleją. Także aktualnie będąca na projektanckim topie Mary Katrantzou, znana jest przede wszystkim z miksów i kolaży niemal fotograficznych wzorów. Takiej eksplozji printów (można mnie banować za to zapożyczenie) i kolorów, jak w jej kolekcjach nie znajdziemy na żadnym innym wybiegu. Zamiast dostawać oczopląsu, kobiety na całym świecie zakochują się w zwariowanych propozycjach projektantki. Kolekcja, którą przygotowała dla Topshopu była absolutnym hitem, co pod rozwagę powinien wziąć H&M. Nie inaczej będzie z wiosenną kolekcją projektantki, której tematem przewodnim jest odwieczna walka człowieka z naturą. Jednak zamiast ciężkich manifestów, otrzymujemy kolorowe antidotum na wszędobylski kryzys i obietnicę pomyślnej koegzystencji. Moim malutkim marzeniem, które trudno będzie spełnić, jest zobaczyć kiedyś w tak odważnej propozycji księżną Kate... Bo Brodka w Katrantzou chyba się urodziła. I dosyć moich słów, popatrzcie na zdjęcia:
piątek, 18 maja 2012

Pink&Minth


Najmocniej przepraszam te z Was, które od ponad tygodnia zaglądają na mojego bloga w oczekiwaniu na nową notkę, a znajdują jedynie... nogę Anji Rubik. Zawirowania pogodowe, a przede wszystkim temperaturowe huśtawki - od upałów po przymrozki sprawiły, że zaatakowało mnie jakieś kaszlące wirusisko i nie chce puścić, a przez to nie mam weny ani chęci na nowe notki... Myślę, że w weekend (czyli jutro) powinno pojawić się kilka konkretniejszych wpisów, a tymczasem coś ładnego i niezobowiązującego, czyli jak podstawowe ciuchy w modnych kolorach mogą poprawić humor... Do wyboru było to albo najnowsza okładka Vogue Paris, ale moje kochane czytelniczki (I czytelnicy) zasługują na odpoczynek od roznegliżowanych modelek, chociaż pupa Gisele prezentuje się lepiej od kości Anji Rubik. O tym jednak innym razem;-)
środa, 09 maja 2012

Anja Rubik potrafi się dobrze ubrać. Mimo swojej chudości, wręcz kościstości, nie bez podstaw często ląduje w rankingach najlepiej ubierających się gwiazd. Anja Rubik jednak doskonale wie, że nie wystarczy się świetnie ubrać, by trafić na czołówki internetowych portali. Ba, dobrze dobrana sukienka znacznie tę drogę komplikuje. Co innego, kiepska sukienka, choćby kosztowała setki tysięcy dolarów. Najszybciej jednak zdobyć wirtualną sławę można pokazując kawałek ciała i to z gatunku tych, które większość z nas pokazuje co najwyżej partnerowi (lub lekarzowi). I wtedy nie trzeba nawet być jakąś tam aktorką, czy inna uznaną piosenkarką. Ba, na takim kapitale można zbić niezłą sławę, dzięki której zaproponują nam rolę w filmie, nagranie piosenki z K.A.S.Ą albo Kupichą, ewentualnie Kuba Wojewódzki zaprosi nas do swojego o-showu. Co opłaca się odsłonić? Może to być kawałek piersi (najlepiej z sutkiem), pupa (o czym ostatnio przekonała się jedna szafiarka), ale w tym roku na topie są nogi, najlepiej jedna noga. Trendsetterką pozostaje Angelina Jolie, ale do maja zdążyła się już nam opatrzeć, produkcja memów stanęła, więc krzepka modelka postanowiła pójść krok dalej. Do nogi dodała kościste biodro, dzięki czemu dowiedzieliśmy się (mnie tam akurat na takiej wiedzy nie zależało), że nie włożyła bielizny i raczej nie odda sukienki projektantowi.
 
1 , 2
Tagi

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do Kary

Google

Reklama:

FPFWP