sobota, 31 grudnia 2011

Postanowiłam zakończyć kolejny rok na "Wybiegu..." na wysokim poziomie, a w modzie nie ma wyższego poziomu niż haute couture. Kolekcja Valentino na jesień i zimę 2011, a za chwilę 2012 to moja ulubiona kolekcja couture tego sezonu. Długie, powłóczyste suknie przemieniające smukłe modelki w strzeliste statuy jak mało co działają na moją wyobraźnię, a dziś jest taki dzień, kiedy można zapomnieć, że tylko smukłe modelki wyglądają w nich tak obłędnie. Przepych carskiej Rosji przenika w tej kolekcji romantyzm elfa. Wśród pochodu przepięknych sukien znajdzie się zarówno coś dla wielbicielek minimalizmu, klasycznej czerwieni Valentino, jak i bogatego rozmachu pokrytego blaskiem złota. Jednocześnie wszystko pozostaje na granicy dziewczęcości z kobiecością. Jest delikatnie, zwiewnie i nieco vintage... Specjalne noworoczne życzenia pojawią się na "Wybiegu..." jutro, ale już dziś życzę Wam, by w tym nowym, 2012 roku nie brakowało w Waszym życiu okazji do założenia sukienki z pokazu couture, a póki co, udanej zabawy sylwestrowej!!! Szczęśliwego i stylowego Nowego Roku!
piątek, 30 grudnia 2011

Jestem przekonana, że moje Czytelniczki mają już obmyślone, w czym wystąpią na sylwestrowych imprezach. Gdybyście jednak szukały inspiracji do wyjątkowego makijażu na ostatni dzień w roku, polecam YouTube i zdjęcia z pokazów couture. Jak wiadomo, w couture nie ma granic. Przepych i rozmach rządzą, wszystkiego jest więcej, wszystko jest bardziej. Na sylwestra to idealny kierunek poszukiwań, choć trzeba uważać, by nie osiągnąć efektu drag-queen. Makijaż zaprezentowany podczas pokazu domu mody Dior zachwycił mnie chyba najbardziej, choć jego kunszt doceniłam dopiero na zbliżeniach. Autorką "księżycowego pejzażu" na powiece jest Pat McGrath. Trzeba jednak nie lada umiejętności, by odtworzyć podobny na powiece.
poniedziałek, 26 grudnia 2011

Dziwne mamy święta tego roku... Przeżyłam różne Boże Narodzenia, ale chyba jeszcze nigdy nie zasypiałam w wigilijną noc wsłuchując się w stukający o parapet deszczu. Gdyby nie natrętne światełka za oknem i sklepowe ozdoby pomyślałabym, że święta będą za jakiś miesiąc, może dwa... Z roku na rok staję się coraz bardziej sentymentalna, a w snach powraca do mnie coraz więcej klisz z dzieciństwa. Kiedy oglądam się za siebie, z łatwością zauważam, że każda większa zmiana w moim życiu powodowała, że święta stawały się coraz bardziej szare - przeprowadzka z kamienicy, której już nie ma do szaro-musztardowego (użyłabym innego skojarzenia, ale jednak są święta) jednopiętrowego bloku, a potem odejście babci i dziadka... Od sześciu lat moje święta co roku są szare, ale w tym roku świat zewnętrzny wyjątkowo zestroił się z tym, co dzieje się w środku mnie. Czasem się zastanawiam, czy będą w moim życiu jeszcze takie prawdziwe święta - nie chodzi wcale o wyphotoshopowane obrazki z telewizyjnych reklam, ale o taką odświętną normalność, z wszystkimi kolorami...
środa, 21 grudnia 2011
poniedziałek, 19 grudnia 2011

Zaskoczone? Alice Dellal. Nie będzie twarzą całego domu mody Chanel, bo jedyną i niezastąpioną twarzą domu mody Chanel jako całości od wielu lat jest Karl Lagerfeld. I to on jest autorem zdjęć z udziałem Alice, które promować będą kolekcję toreb "Boy Chanel". Niepowtarzalność Dellal to przede wszystkim kobiecość podana nie wprost, ale wciąż daleka od androgynizmu. Mieszanka kontrowersji, grunge, niekontrolowanego szaleństwa i charyzmy. Kiedy wygoliła sobie część włosów, poszły za nią tłumy nie zważając na to, że taki wizerunek kłóci się z tradycyjnym kanonem piękna. Promowane przez nią torby mają szansę być odebrane bardziej jako "cool" niż "glamour", choć znając bezgraniczną kreatywność Lagerfelda można spodziewać się połączenia obu tych nurtów. W efekcie jest szansa na coś ekstra (już są przecieki, że na zdjęciach Alice wygląda bardziej kobieco niż zwykle). Szkoda tylko, że nielicznych na to ekstra będzie stać, ale co tam... Pooglądamy zdjęcia, powzdychamy, pozachwycamy się i poczekamy, co z tym zrobi Zara czy H&M, a potem pójdziemy śladem Edyty Górniak i zrobimy sobie Boy Chanelkę z papieru.
niedziela, 18 grudnia 2011

Poproszono mnie, bym jeszcze przed świętami przedstawiła Wam niejaką Nokię 500. Dlaczego? Nie mnie wiedzieć... Może niektóre z moich Czytelniczek jeszcze nie skończyły pisać listów do św. Mikołaja? Może ktoś liczy, że na ich liście wymarzonych prezentów znajdzie się właśnie ten smartfon? Ze swojej strony tylko przypomnę, byście nie zapomniały o ulubionych perfumach albo zapachu, z którym chcecie poeksperymentować. A teraz przechodzę do konkretów:


Będąc małą dziewczynką, każdego roku czekałam, aż na plac obok kamienicy, w której mieszkałam, przyjedzie wesołe miasteczko. Kiedy ekipa rozstawiała szkielety karuzeli, bez żalu dokonywałam egzekucji świnki skarbonki, a także byłam milsza dla rodziców i dziadków, by tylko zgromadzić więcej funduszy na żetony, które otwierały zardzewiałą furtkę, za którą wirowała ona... karuzela. Konie, łabędzie, czasem postacie z bajek - nie pierwszej młodości i świeżości, tu i ówdzie obdrapane, a człowiek nie mógł się doczekać, kiedy tylko znowu ruszy z miejsca, a szarobury świat wokół wesołego miasteczka zacznie wirować, aż zniknie. A potem znów, i znów, i znów... aż do pierwszych mdłości (miałam chorobę lokomocyjną, więc sami rozumiecie) Podobny efekt może pojawić się w nadchodzącym sezonie, kiedy to od nadmiaru słodkich niewinnych pasteli na światowych wybiegach może nas lekko zemdlić. Jednak zdjęcia wiosennej kolekcji Vuitton sprawiają mi wyłącznie przyjemność - efektów ubocznych brak. Chyba naprawdę się starzeję, zauważyłam bowiem, że najbliższe mojemu sercu i garderobie stają się ostatnio te kolekcje, które kojarzą mi się z czymś miłym z przeszłości, które kumulują wspomnienia...
 
1 , 2 , 3
Tagi

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do Kary

Google

Reklama:

FPFWP