sobota, 27 lutego 2010

Siadając w czwartkowy wieczór przed monitorem tuż przed włączeniem pokazu najnowszej kolekcji Prady nie miałam żadnych oczekiwań. Wiedziałam, że za chwilę mogę zobaczyć absolutnie wszystko, a przede wszystkim wyrazisty wizerunek kobiety i zestaw ubrań, który z jakiegoś powodu zapamiętam. Może mi się spodoba, może nie, ale na pewno na długo po zakończeniu wszystkich tygodni mody, gdy większość pokazów zleje się w jedno, kolekcję Prady będę pamiętać. Nie myliłam się, a co więcej - kolekcja po prostu mnie zachwyciła. Nie ma rzeczy, której po Miucci nie można się spodziewać, ale najmniej spodziewałabym się pochwały kobiecej sylwetki, a nade wszystko biustu. Zawsze mi się wydawało, że Prada wybiera do swoich pokazów modelki pod kątem braku biustu, tym razem jednak na wybiegu zobaczyliśmy sporą reprezentację Aniołków Victoria's Secret oraz Larę Stone. Polską urodę reprezentowały Kasia Struss oraz Jac. Biust modelek w wielu wypadkach podkreślony został przez umieszczenie w okolicach dekoltu kaskady falbanek. Także nogi otulone grubymi bawełnianymi skarpetami nie przypominały cienkich patyczków. Miuccia mówi, że to kolekcja normalnych, klasycznych ubrań, które pokazywała już w latach 90, tylko przetłumaczonych na współczesne czasy. Może być lepsza recepta na kolekcję, która sprawdzi się zarówno w szafach celebrytek, jak i zwykłych kobiet? Prada poszła tą samą drogą, co wcześniej w Nowym Jorku Marc Jacobs.
wtorek, 23 lutego 2010


Obudzić się o poranku w dniu pokazu Christophera Kane'a to tak jakby obudzić się w Boże Narodzenie. - napisał ktoś na Twitterze. I coś w tym jest. Młody i zdolny projektant co sezon prezentuje kolekcję kompletnie inną od poprzedniej, która w szybkim czasie zyskuje sobie fanów na całym świecie - zarówno wśród celebrytek, jak i zwykłych kobiet. Mnie osobiście zachwycił tak naprawdę dopiero poprzednią kolekcją, na wiosnę/lato 2010, pełną dziewczęcych sukienek w kratkę. Jesienno-zimowa, która jest przyczyną tego posta, dla mnie jest jak niespodziewany prezent. Siłą i atutem Kane'a na pewno jest jego precyzja i skupienie się na jednym wątku. Niektórym może się to nie podobać , ale równie wiele osób uzna to za wielką zaletę projektanta. Zawiedziona jesienno-zimowymi kolekcjami moich ulubieńców: Alexandra Wanga czy Matthew Williamsona przyznaję, że nie czekałam ze szczególnymi wypiekami na twarzy na pokaz Kane'a, jednak gdy zobaczyłam pierwsze zdjęcia... oniemiałam i niczym Kazimierz M. w myśli zakrzyknęłam "Yes! Yes! Yes!".
poniedziałek, 22 lutego 2010


Podoba mi się to, co w swojej kolekcji na jesień/zimę 2010-2011 pokazał Marc Jacobs, że moda nie musi co sezon gonić za nowymi trendami, czy innowacjami, że może promować styl ponadsezonowy. Sama już od jakiegoś czasu nie szukam w kolejnych kolekcjach czegoś absolutnie nowego, co zrewolucjonizuje na kolejne kilka miesięcy rynek odzieżowy, by na kolejnych tygodniach mody zniknąć pod stertą kolejnych nowości i innowacji. Nie tylko dlatego, że nie pozwala mi na to sytuacja finansowa. Nie mam też zbytnio rozwiniętego zmysłu estetycznego i wrodzonego poczucia stylu - głównie z tego powodu od projektantów oczekuję wskazówek, co z czym łączyć, jakie kolory, tkaniny, fasony. Cenię sobie kolekcje składające się z elementów, które mogę znaleźć w szafie albo w którymś z lumpeksów. Dlatego między innymi na Londyńskim tygodniu mody tak spodobała mi się kolekcja DAKS:
niedziela, 21 lutego 2010

Mimo iż wydaje nam się, że czerwony dywan to miejsce omijane przez krótkotrwałe trendy, że rację bytu maja na nim wyłącznie długie suknie (ang. "gowns") i sukienki koktajlowe, to jednak od czasu do czasu także i tam pojawia się coś nowego. Tak jest właśnie z szortami, od kilku sezonów konsekwentnie promowanymi przez projektantów jako element mody wieczorowej. Wśród naszych rodzimych gwiazd wciąż furorę swoim nowym wizerunkiem robi Joanna Koroniewska. I choć przeraża mnie, z jaką prędkością polskie aktorki i wokalistki chudną po ciąży, to przyznać muszę, że zestaw, w którym Koroniewska pojawiła się na prezentacji wiosennej ramówki Polsatu był uroczy i bezpretensjonalny. Daleko jej jeszcze do uwielbianej przez wiele z nas Alexy Chung, ale podobnie jak ona Joasia włożyła na siebie to, co każda z nas bez większego problemu znajdzie w swojej szafie. Być może to jest klucz do mojej pozytywnej oceny stylizacji, choć po raz kolejny mam zastrzeżenie do butów, a konkretnie do tego, że zmyły się w jedno z rajstopami.
czwartek, 18 lutego 2010


Już od dawna zastanawiałam się, która z sieciówek zdecyduje się na skopiowanie popularnej "bandażówki" Herve Legera (lub na inspirację nią - jak kto woli). Co sezon Max Azria, odpowiedzialny za projekty marki, zaskakuje nas nowymi wcieleniami tejże sukienki, która swą nazwę zawdzięcza temu, że zszyte ze sobą poziome paski materiału przypominają owinięty wokół ciała bandaż - na wiosnę 2010 zaproponował wersję jeansową. Jeśli jakaś celebrytka chce podkreślić swoje krągłości (biodra, biust), decyduje się włożyć na wieczorne wyjście właśnie "bandage dress". Od teraz, za sprawą polskiej sieciówki RESERVED, "bandażówka" ma szansę trafić pod strzechy, a konkretnie do naszej garderoby. I nie dość, że sukienka kojarzy się ze słynnymi sukienkami od Herve Legera, to jeszcze spokojnie można ją zakwalifikować do kategorii LBD. Czy jednak polski odpowiednik "bandażówek" za 99,90 zł (cena markowej sukienki to około 1000 euro, do kupienia tu) będzie tak przyjemny w noszeniu jak oryginał? Póki co, nie mam informacji o tkaninie, z jakiej uszyta jest sukienka - te od Legera w 90% są z rayonu, w 9% z nylonu, a jeden magiczny procent to spandex. Może to kwestia zdjęcia, ale mam wrażenie, że sukienka z RESERVED jest bardzo krótka. Ciekawa jestem, która z moich czytelniczek zdecyduje się na jej zakup, a tymczasem kilka innych ciekawostek z wiosennej kolekcji RESERVED, do której nie tak łatwo się dokopać, co jest dziwne, bo większość sieciówek pochwaliło się już swoimi wiosennymi kolekcjami:

Źródło zdjęcia: The Sartorialist

Zatrzymane w kadrze wirujące płatki śniegu dodają mu poetyckiej magii. Generalnie, w świecie mody zdjęcia spełniają funkcję reportażu, ale czasem pojawiają się takie, jak to na blogu Scotta Schumana, które są jak wiersz. Louboutiny i śnieg w Nowym Jorku... Skrót tytułu tego wpisu to nie zbieg okoliczności, ale celowy zabieg. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby tą panią pod płaszczem okazała się Carrie Bradshaw.
wtorek, 16 lutego 2010
Śledzę wszystkie pokazy odbywającego się właśnie NYFW i dłużej niż zwykle czekałam tym razem na pierwszy zachwyt. Już nawet powoli traciłam nadzieję, że taki nastąpi, szczególnie po kolekcji Alexandra Wanga, w której owszem znalazłam kilka ciekawych elementów, ale nie oczarowała mnie tak, jak zazwyczaj. A jednak dziś stało się. Mogłam się już czegoś domyślić, gdy do mediów trafiła informacja, że w pierwszym rzędzie na pokazie Marca Jacobsa nie będzie celebrytek, czyli Lady Gagi i spółki. Jednak to, co ukazało się dziś rano moim oczom, przerosło wszelkie oczekiwania - po raz kolejny. Z Jacobsem mam tak, że zazwyczaj kompletnie nie trafiają do mnie jego letnie kolekcje, natomiast jesienno-zimowe zwalają z nóg. Pamiętacie poprzednią, będącą odzwierciedleniem nocnego życia Nowego Jorku? Pełną blasku i neonowych kolorów, w tym różu? Trzeba być projektantem najwyższej klasy, by na kolejny sezon zaproponować coś porównywalnego do tej poprzedniej kolekcji niczym woda do ognia, a jednocześnie wzbudzić tyle samo emocji. Nie mam oporów do przyznania się, że nie przepadam za letnią kolekcja Jacobsa, tą ostatnią - japońską, choć doceniam jej kunszt, a sukienka "szkic" to po prostu inny świat. Inny świat mogliśmy zobaczyć też dziś, przeglądając zdjęcia z pokazu kolekcji na jesień/zimę 2010/2011, w której chwilowa moda, trend, który za chwilę przeminie ustępuje ponadczasowemu stylowi.

 
1 , 2 , 3
Tagi

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do Kary

Google

Reklama:

FPFWP