wtorek, 01 stycznia 2013
Fashion Breakfast

Kochani, dziękuję Wam za wszystkie komentarze pod poprzednim wpisem, w którym informowałam Was o zamknięciu bloga. Wszystkich, którzy mają ochotę na ciąg dalszy, zapraszam pod ten adres:

piątek, 21 grudnia 2012
21 grudnia nastał, a więc zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, zamykam bloga. Jak wiele zapomnianych już blogerek i blogerów mogłabym to zrobić bez słowa, ale ponieważ udało mi się w ciągu niespełna 5 lat zdobyć kilkanaście (a może więcej, tylko się nie ujawniają) czytelniczek, zasługujecie na to, by wiedzieć. Zasługujecie na kilka słów, a przede wszystkim podziękowanie za to, że jesteście.

Nie będzie przemów i pompatycznych haseł. Zresztą, zainteresowanie zamknięciem było tak znikome, że orędziem do blogosfery naraziłabym się tylko na śmieszność niczym kobitka na wigilii w Radomiu. Pojawiły się pytania, dlaczego zamykam, więc winna jestem odpowiedź. Kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z blogiem, coś sobie założyłam. Nie chciałam być po prostu kolejną blogerką o modzie, choć wtedy nie było takich blogów wiele, jak dziś, a redaktorzy i stylistki patrzyli na piszących (jak i na szafiarki) z przekąsem. Punktem odniesienia był dla mnie wtedy przede wszystkim blog "O modzie subiektywnie". Chciałam być jak Harel. Chciałam, by mój blog się liczył, był istotnym, interesującym źródłem informacji i opinii. Nie udało się. W świecie mody pies z kulawą modą, ale w najmodniejszym sweterku, o "Wybiegu Kary" nie słyszał. I nie jest to wina pokręconego świata mody, czy czytelników, tylko autorki, a więc moja. Być może robię coś źle, może czegoś nie potrafię, za mało wiem, a może moje spojrzenie na świat mody i ubrania jest wtórne i najzwyczajniej banalne. Wiem, że być może nie zrozumiecie tego argumentu, uznacie go za przejaw megalomanii. Pamiętacie scenę z "Przyjaciół", gdy Monika i Chandler wybierają się w podróż poślubną, a para przed nimi otrzymuje lot w pierwszej klasie i apartament nowożeńców w hotelu. Gdy Bingowie wypominają to zakochanym,  tamci odstępują im apartament mówiąc, że im jest to niepotrzebne. Wystarcza im, że mają siebie. Bingowie jednak apartamentu potrzebują. Jestem jak Monica i Chandler właśnie, ale nie chcę, by ktoś odstąpił mi apartament. Chcę na niego zasłużyć. Tymczasem jestem jak Lowell, któremu Phoebe chce wcisnąć toner.

Mimo braku "apartamentu", to był naprawdę świetny czas, choć swojego stylu wciąż poszukuję. Udało mi się poznać drogą mailową kilka fajnych osób, wzięłam udział w kilku ciekawych przedsięwzięciach, z wyjazdem na Fashion Week do Łodzi włącznie. Są też wspomnienia niefajne, jak współpraca z Reserved, ale nie ma sensu rozpamiętywać. Wydaje mi się, że wiem coś o blogowaniu i gdybym miała w rodzinie kogoś w rządzie albo przynajmniej cyfrówkę (patrzcie, że nie wpadłam by poprosić jakąś firmę o podarowanie aparatu dla mojego blogaska :-D), ten blog mógłby okazać się olbrzymim sukcesem, a Vogue poważnie rozważałby polską edycję i nie muszę mówić, kto byłby poważnym kandydatem na stanowisko naczelnej;-) Tak się nie stało. Nie udało się. Bardzo Was za to przepraszam.

Zamknięcie bloga oznacza, że nie powstanie już żaden nowy tekst. To, co do tej pory opublikowałam, zostaje, o ile blox czegoś nie przekombinuje.

Jeszcze raz dziękuje Wam za to, że byliście, komentowaliście, lajkowaliście na Facebooku.

Gasimy światła. Zamykamy.

...
piątek, 14 grudnia 2012
Koniec roku niejednego blogera skłania do przeglądu statystyk i refleksji. Kiedy spojrzałam na liczniki odwiedzin i odsłon trudno mi było pozbyć się smutku i pretensji do siebie. Kiedy jednak zerknęłam na zestawienie najpopularniejszych wpisów w 2012, oniemiałam. W dziesiątce najpopularniejszych tekstów na "Wybiegu Kary" w 2012 roku tylko trzy pochodzą z 2012 roku.
czwartek, 13 grudnia 2012

Przeglądając internetowe publikacje na temat MISBHV, często natykam się na przyklejone do marki określenie "undergroundowa". Jednak, czy marka, której pożądają najbardziej wpływowe i trendotwórcze modowe blogerki nie tylko z Polski, a za ich sprawą setki tysięcy internautek, której ubrania sprzedają się na pniu, a bluza z wieżą Eiffla jest odpowiednikiem słynnej zielonej Kenzo z tygrysem, to wciąż underground? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Nie ma natomiast wątpliwości, że MISBHV to uniwersalna moda ulicy, którą Katerino Kotnowska i Natalia Maczek czują i kreują lepiej niż większość sieciówek, a jednocześnie odważnie konkurują z ich cenami. Niebanalne bluzy, t-shirty z "przesłaniem", bejsbolówki, legginsy - tak proszę Państwa nosi się dziś młodzież. Na luzie, na sportowo, a jednocześnie nieco intrygująco i prowokacyjnie. Najnowsza sesja marki mocno kojarzy mi się z pomysłami Terry'ego Richardsona (tymi mniej wyuzdanymi) i słodką Charlotte Free. Nie przemawia do mnie jedynie papieros i bielizna, ale rozumiem ideę. Wszystko jest tu spójne z dotychczasowym, wypracowanym, a co za tym idzie rozpoznawalnym wizerunkiem marki. Mimo tego, że co jakiś czas pojawiają się nowe marki z podobnym spojrzeniem na świat i modę, MISBHV nie musi obawiać się o swoją pozycję. Biała ramoneska i szare bluzy już dziś wpisuję na listę swoich życzeń.
środa, 12 grudnia 2012
Chocolate is full of love

Możliwe, że znajdą się czytelnicy, którzy obruszą się na widok czekolady na blogu modowym. Możliwe, choć wątpię. Czekolada bowiem nigdy nie wyszła z mody i nie da się jej zastąpić żadnym sezonowym trendem cukierniczym. Istnieją legendy, że to pokusa, której można się oprzeć. Nawet gdyby to była prawda, to po co? Mit o tym, jakoby wchodziła w biodra i przyczyniała się do powstawania cellulitu wymyślili zapewne ci, którzy chcieli mieć jej więcej dla siebie. Dlaczego ja w ogóle o tym piszę?
sobota, 08 grudnia 2012
Winter style 81212

Kto by pomyślał, że przygotuję zestaw dnia, w którym dominuje czerń. Właściwie to jego motywem przewodnim jest czerń i biel, bo niezbędnym dodatkiem do niego jest śnieg, którego aktualnie nie brakuje. Tym razem zaczęłam od butów, czyli gorylek od Loft37, którym - dzięki temu, że są dwa - można nadać imiona Tina i Rod. Do tego mój ulubieniec z kolekcji Zienia - bluza z żukiem. Jej cena zmroziła mnie na długo, zanim na oknach pojawił się mróz. Ostatnia rzecz, o której warto wspomnieć osobno to czapa od Maff - aktualnie wyprzedana, ale podobno ma wrócić.
piątek, 07 grudnia 2012


Odkąd usłyszeliśmy oficjalny komunikat: "Alexander Wang został nowym dyrektorem kreatywnym domu mody Balenciaga", z większym niż zwykle zainteresowaniem śledzimy jego poczynania. Czy już widać przenikanie myśli? Czy jego własna marka ucierpi? Czy na podstawie jego kolekcji można coś powiedzieć o tym, co zaprojektuje dla Balenciagi? Zapewne te wszystkie pytania nie mają sensu, ale raczej nie ma szans, by zniknęły do premiery pierwszej kolekcji Balenciagi zaprojektowanej przez Wanga. Tymczasem otrzymaliśmy przedjesienną kolekcję Alexandra Wanga na rok 2013. I co? Jest dobrze. Ba, jest bardzo dobrze. Alexander nie zawodzi swoich fanów, a przy tym dojrzewa. Jego kolekcje zyskują na spójności, są mocne i dopracowane pod kątem każdego detalu, a jednocześnie nic nie tracą na lekkości, a może powinnam napisać: luzie. Projektant nie rezygnuje ze sportowego charakteru, z którego słyną jego ubrania i dodatki. Jednocześnie, nie można kolekcji odmówić elegancji i szyku. To ubrania idealne na okazję, kiedy chcemy wyglądać elegancko, a jednocześnie na luzie, bez krępowania ruchów. Niektórym połączenie tych dwóch światów wydaje się niemożliwe, ale oni nie zostają genialnymi projektantami. Nie zostają nikim, bo ograniczone myśli blokują im jakikolwiek ruch.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 188
Tagi

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Napisz do Kary

Google

Reklama:

FPFWP